Rejs na STS „Fryderyk Chopin”

Poniżej fragment wspomnień z rejsu autorstwa Justyny Kucińskiej. Pełny tekst można znaleźć tutaj.

Opowieść Justyny
Moja przygoda, która przerodziła się w pasję miała swój początek w 2006 r. Na żaglowiec STS „Zawisza Czarny” weszła załoga składająca się w połowie z osób niewidomych. Kolejne lata przyniosły rejsy na również na innych żaglowcach: STS „Pogoria”, STS „Głowacki” czy STS „Kapitan Borchardt”, na które coraz chętniej i liczniej zgłaszały się osoby z dysfunkcją wzroku.

Z inicjatywy SYC w sierpniu tego roku grupa członków klubu i miłośników żeglarstwa odbyła kolejny wspólny rejs. STS „Fryderyk Chopin” wyruszył z Esbjerg w południowej Danii do holenderskiego Scheveningen. Rejs liczył 350 mil morskich, po drodze odwiedzono port Den Helder, w północno-zachodniej Holandii, „zaliczono” również Amsterdam. Wśród załogi tego rejsu znalazło się dwoje niewidomych Justyna (czyli niżej podpisana) i Darek oraz słabowidzący Paweł.

Nie był to nasz pierwszy rejs, jednak pierwszy na pokładzie tego żaglowca, który okazał się wspaniały i wdzięczny dla osób z dysfunkcją wzroku. Pierwsze godziny dla osób niewidomych na pokładzie wiążą się z koniecznością „zobaczenia” żaglowca w alternatywny sposób z wykorzystaniem innych zmysłów niż wzrok. Z pomocą przychodzi dotyk i słuch oraz węch.

Trudno nawet w skrócie opowiedzieć czym dla osoby niewidomej jest żaglowiec: to faktura i zapach drewnianego pokładu czasem odnowionego jakimś preparatem, to faktura i grubość lin (które w zależności od wydanych przez kapitana komend są luzowane lub wybierane), to dźwięk żagli, które napędzają żaglowiec, to zapach kubryku czy wibracje pokładu.

Poza samodzielnym zebraniem przez niewidomych informacji o jednostce, na której planowali popłynąć, źródłem nieocenionej wiedzy była widząca część stałej załogi, która dla wszystkich załogantów przed wypłynięciem przeprowadziła szkolenie na temat takielunku. Miało ono charakter instruktarzowo-praktyczny dlatego już pierwszego dnia po wejściu na pokład cała załoga (w tym również niewidomi Justyna i Darek) wspinała się na reje.
„Fryderyk Chopin” jest drugim co do wielkości żaglowcem pływającym pod banderą polską i ma największą liczbę rei. Ku uciesze przede wszystkim niewidomego kolegi Darka, sprzyjająca pogoda umożliwiła przepłynięcie prawie całego rejsu pod żaglami, co dało mu niepowtarzalną okazję wspinać się na reje, czasem nawet kilka razy w ciągu doby.

Uczestnictwo w tego typu rejsie dla każdej osoby, a szczególnie osoby niepełnosprawnej, jest zawsze wyzwaniem i pokonywaniem własnych ograniczeń, słabości, ale też okazją do pełnego i intensywnego udziału w życiu i pracy społeczności, jaką stanowi załoga. Każdy rejs to niesamowita dawka emocji, adrenaliny, kompromisów i nauki umiejętności współpracy z resztą załogi, ale też okazja do podróżowania po świecie. Porty, do których zawijamy po drodze to turystyczny dodatek do żeglarskich przygód.

Niezależnie od naszych ograniczeń, kondycji czy wieku każdy chętny zawsze znajdzie zajęcie – czy to w kambuzie, na pokładzie, przy żaglach czy przy sterze. Podczas tego rejsu osoby niewidome były aktywnie włączane w prace podczas wacht nawigacyjnych, kambuzowych czy porządkowych, a także do sterowania żaglowcem. Sterowanie takie umożliwiła aplikacja dedykowana niewidomym żeglarzom. Dzięki niej wskazany jest kurs obrany, kurs jakim płynęliśmy a także liczba węzłów czyli prędkość z jaką płynął „Fryderyk Chopin”.

Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu osoby niewidome nie miały możliwości i okazji oraz nie mogły marzyć o sterowaniu ogromnym żaglowcem. Dzisiaj to zajęcie może uprawiać każdy, dzięki nowoczesnym technologiom.

Żeglarstwo może stać się pasją każdego, niezależnie od wieku, stanu zdrowia czy stopnia sprawności. Daje poczucie wolności. Ważna jest świadomość, że granice naszych marzeń możemy przesuwać coraz dalej, dalej, dalej… Właściwie – marzenia nie mogą mieć granic.

Justyna Kucińska

« Powrót do galerii

« Powrót do galerii

Komentarze są wyłączone.